Historia Kingi Stańczuk

Dla młodzieży

Dla szkół i instytucji

Zostań naszym darczyńcą

Na to, że powołaliśmy do życia Szkołę bez Granic, złożyło się kilka doświadczeń. Najpierw pandemia Covid-19, którą w systemie edukacji przeszliśmy naprawdę ciężko. I dla uczniów, i dla nauczycieli był to koszmar: długie godziny spędzone nieruchomo przed komputerem, wyłączone kamerki, niekończące się problemy techniczne, zerowa energia w klasach. Wytrwanie w tym formacie wielu miesięcy wymagało z jednej strony psychicznej wytrzymałości, z drugiej – kreatywnego podejścia do tego, czym jest lekcja, czym jest sam proces nauczania. Dla mnie osobiście był to czas refleksji nad tym, co takiego mogę zaproponować uczniom, czego nie znajdą samodzielnie w intrenecie, jaka jest realna wartość dodana moich lekcji. Co konkretnie sprawia, że warto przyjść na moją lekcję, a zamiast odsłuchać online wykładu profesora z Yale?

Drugim elementem było poznanie (za pośrednictwem nieocenionej fundacji Salaam.Lab) ekipy młodych Afgańczyków w obozie dla uchodźców w Ritsonie w Grecji. Ci młodzi ludzie, mając do dyspozycji kilka smartfonów i jeden elektryczny grzejnik, stworzyli w obozie suwerenną, oddolną, niezwykle demokratyczną w swej istocie szkołę. Wizyta w obozie to coś, czego się nie zapomina, to doświadczenie które długofalowo zmienia perspektywę. Na skutek biedy, wojen i fatalnej polityki migracyjnej, mamy w Polsce, i w całej Europie, tysiące pozamykanych w obozach dzieci, które w siedzą przy ognisku albo grzejniku i zastanawiają się, ile jeszcze będą musiały w ten sposób przetrwać. Często są zdane na łaskę i niełaskę obozowych władz, a ich dostęp do edukacji formalnej ogranicza się do kilku zajęć oferowanych, często w dość nieregularnym trybie, przez raptem kilka międzynarodowych organizacji. A jednak ich wola nauki na przekór wszystkiemu daje często niewiarygodne zupełnie owoce. Kilkoro z poznanych przez nas nastolatków, korzystając wyłącznie z Duolingo i You Tube’a, nauczyło się samodzielnie trzech albo czterech języków, a następnie zaczęło prowadzić zajęcia dla młodszych dzieci. 

Trzecim i najważniejszym być może elementem byli nasi ówcześni maturzyści, których miałyśmy przyjemność uczyć wspólnie z Moniką Koblak. Wśród pandemicznego marazmu, z klasy uczniów sfrustrowanych zdalnym trybem nauczania nagle wyłoniła się liderska, wizjonerska grupa uczniów, którzy uznali, że ‘coś z tym wszystkim trzeba zrobić’. To idąc za ich energią uznałyśmy, że chcemy opracować formułę, która pozwoli nam jakoś, choćby w skromnym zakresie, włączyć się w oddolny proces edukacyjny młodych migrantów. Zaczęło się od zdalnych zajęć w obozie, a z czasem udało się przenieść zajęcia w mury szkolne. Lekcje stawały się coraz ciekawsze, tematy coraz bardziej kreatywne: od historii azteckiego futbolu, przez kulturowe uwarunkowania arachnofobii, po psychologię mediów społecznościowych.  W 2023 roku ruszyła fundacja SWB, która proponuje – wciąż jeszcze dynamiczny i niedoskonały, ale konsekwentnie przez nas rozwijany – model nauczania rówieśniczego uczniów z doświadczeniem migracji. Ta intelektualna przygoda, jaką wspólnie przeżywamy – uczestnicy zajęć, młodzi edukatorzy i my, nauczyciele prowadzący, to największa duma w mojej nauczycielskiej karierze zawodowej, a jednocześnie nadzieja, że narzędzia systemowe można realnie wykorzystać do stworzenia przestrzeni inkluzywnej edukacji. 

Nasze historie